Baranek. Przebaczenie.

Strona główna » Baranek. Przebaczenie. < Wróc
27 03.2020

Baranek. Przebaczenie.

 

Rozważanie na sobotę 28 marca 2020

Czytania: https://brewiarz.pl/iii_20/2803/czyt.php3 

 

Wczoraj poświęciliśmy chwilę na zastanowienie się, jaką rolę ma sól. I jak może ona uwierać innych, napawając ich serca nienawiścią wobec nas. Upominanie, bycie posłusznym dzieckiem Bożym, prowadzenie odmiennego życia, wystrzeganie się nieczystości i fałszu – to przejawy mądrości i troski o zachowanie świata przed zepsuciem.

Dziś idziemy dalej, próbując odpowiedzieć na pytanie: „Jak poradzić sobie we współczesnym świecie?”

Pomoże nam w tym obraz pokornego baranka. Czy widzieliście kiedyś baranka atakującego człowieka? Ja widziałem. Powalił mojego dziadka. Ale to dlatego, że właściciel nauczył go samoobrony, gdy był jagnięciem. Bóg, nasz właściciel, czegoś takiego nam nie wpoił. On nauczył nas delikatności i życzliwości.

Powiedział nawet: „Idźcie, posyłam was jak owce między wilki”. I to bezbronne owce, bo wcześniej zaznaczył, by nie brać trzosa ani pieniędzy, ani sandałów, ani dwóch szat, ani laski do odpędzania drapieżników. Mogę rzec: „Troszkę, Panie, przesadzasz chyba. Jakie ja mam szanse? Rozbiją mnie, zagryzą, rzucą się do gardła. Boję się…” A Bóg odpowie: „Ufaj, ja będę z tobą, by cię umacniać, ja wyrwę cię z ich pazurów”.

Jan Chrzciciel samego Jezusa nazwał Barankiem Bożym. Słyszymy te słowa zawsze przed Komunią świętą: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Prorok Jeremiasz dzisiaj podkreśla cechy tego Baranka: potulny, prowadzony na zabicie, nieświadomy tego, jak okrutnie chcą z Nim postąpić.

Dał się złożyć w ofierze. Nie otworzył ust swoich, nie sprzeciwiał się. To dzięki takiemu posłuszeństwu zgładził grzechy.

Czym się Jezus różni od baranka paschalnego, składanego co roku przez każdą rodzinę żydowską i jedzonego na pamiątkę wyjścia z niewoli egipskiej? Tamtemu też nie złamano przecież kości, też przebijano jego serce, też umieszczano na rożnie w kształcie krzyża.

Ale tamten baranek był zmuszany. No i składany co roku po raz kolejny i kolejny, zabijany przez kapłanów. Tutaj Chrystus umiera całkowicie dobrowolnie i tylko  jeden raz. Najwyższy Kapłan stał się jednocześnie Żertwą. Bóg-człowiek pojednał nas z Ojcem. Tylko w taki sposób było to możliwe.

 

Mam więc być barankiem. Tylko że jak? Ja wolę się wydzierać wniebogłosy, świetnie czuję się w kłótni, walce, agresji. Daleko mi do bycia pokornym…

„Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”! Ta cisza jest potrzebna przede wszystkim do słuchania Boga. Owce mają ciekawą cechę: przed głosem najemnika, obcego będą uciekały; za głosem pasterza pójdą wszędzie. No to od razu pytanie: czy ja w czasie codziennych zajęć mam czas, żeby słuchać Pasterza – Jezusa? Czy sięgam do Pisma Świętego? Czy też moja modlitwa to jedno wielkie gadulstwo, zasypywanie Pana prośbami i nic więcej… Wyobrażacie sobie owcę, która ciągle bezsensownie beczy? No jasne: może to być znak, że czegoś jej brakuje. Ale jak pasterz zaspokoi potrzebę, to przecież przestaje. Jest wdzięczna. A ty – jesteś wdzięczny za opiekę Bogu?

Kiedy nie słucham Jego, tylko telewizora, mediów, najmądrzejszych nawet ludzi – z czasem głupieję. I oddalam się powolutku od stada, od Kościoła, stając się łatwym celem dla drapieżników. Zły duch zaszczepia w mojej głowie swoje myślenie, swoje pomysły, które są tykającą bombą, rozsadzającą mnie od wewnątrz. Przypominam wtedy nieodpowiedzialną owcę, która traci z oczu pasterza i zostaje absolutnie sama, otoczona przepaściami, zdezorientowana. Co sobie wtedy uświadamiam? Że nie warto było kombinować. Że straciłem tego, który „prowadzi mnie przez ciemną dolinę”, dzięki czemu „zła się nie ulęknę”. A jak jestem sam – to przeraźliwie się boję.

Na szczęście mój Pasterz mnie szuka, tak długo, aż mnie nie odnajdzie. Opatruje me rany, bierze na ramiona. Przynosi z powrotem. Ufa, że już go nie zawiodę. Daje szansę. Zależy mu do tego stopnia, że zostawia grzeczne owieczki w dolinie. Ryzykuje, bo mnie tak bardzo kocha. Mnie konkretnie! Marię, Krystynę, Tadeusza, Grzegorza, Janinę…

W każdej spowiedzi to się dzieje. Pasterz, umierający jak baranek, przelewający swoją Krew, ratuje mnie. To jest cena tych poszukiwań. I mojego nieposłuszeństwa, szukania szczęścia na własną rękę. To nie jest tylko tak, że ja bardzo, bardzo chcę wrócić, żałuję, postanawiam szczerze, że już nie będę. Sam Pasterz po mnie, niewiernego, grzesznego wybiega. Pokazuje mi swoje poranione nogi, ręce i mówi: „Kocham cię”. Spowiedź to jest spotkanie i rozmowa z takim Bogiem. Nie z wkurzonym, siekącym rózgą, ciskającym piorunami. Ale z takim, który nie zawahał się zamiast mnie umrzeć na Golgocie. Rozumiesz? Umrzeć zamiast mnie! W moje miejsce. Spłacić zaciągnięty przeze mnie bezmyślnie dług.

No to skoro tak – już nigdy Panie nie przestanę Cię słuchać! Nie dam się nabrać na wyszukane światowe propozycje-pułapki. Dobrze mi przy Tobie.

Wyciągnij Pismo Święte z półki. Otwórz w Internecie czytania z danego dnia. Ściągnij aplikację. To pokarm, bez którego prędzej czy później znowu stracisz siły. To mapa, bez której znowu pogubisz się w życiu. Tak niewiele trzeba, by temu zapobiec.

I nie zapomnij, że skoro On ci tak wiele przebaczył, to Ty też masz teraz z otwartym sercem wybaczać innym. Żeby nie wyszło, że jesteś niewdzięcznikiem, który potrafi przyjmować prezenty, ale dzielić się już nie. Tak jak Jezus wychodzi po Ciebie, tak Ty wychodź i uwalniaj krzywdzicieli od winy. Niech Twoje serce będzie wolne. Ten człowiek, o którym teraz może myślisz, zadał Ci rany. Ale tak naprawdę, on uderzył w samego siebie i w Boga. Swoim słowem lub czynem ustawił sobie wielką przeszkodę na drodze do raju. I Ty możesz pomóc mu ją usunąć. Jeśli chcesz…